czwartek, 26 listopada 2015

Chcę być szczęśliwa! Punkt pierwszy.



Postanowiłam sama na sobie wykonać eksperyment. Ktoś musi zgłębiać tajemnice wszechświata - ktoś nie śpi, żeby spać mógł ktoś. W Internecie ciągle potykam się o listy, które w paru-parudziesięciu prostych krokach pokazują, jak być szczęśliwym. Oglądam mowy motywacyjne na TED'zie, gdzie super kołoczowie życia udzielają darmowych wskazówek, mówiących głównie o tym, że trzeba robić to co Cię uszczęśliwia i robić to całym sobą. Nie kupuję jeszcze poradników gwarantujących lepsze jutro, ale trzymam je na dysku. Tak na wszelki wypadek.

piątek, 6 marca 2015

Jak bardzo zabawne jest sugerowanie, że sama tego chciała opowiedzieli mi dzisiaj polscy satyrycy w programie śniadaniowym.

Zdarza się, że jeżeli mogę i mam chwilę, to z rana włączam telewizję śniadaniową - nic mnie tak nie rozbudza jak dobre wkurwienie głupotą. Choć ostatnio też coraz rzadziej - się rozbudzam - bo i głupota przestała być tak wysokich lotów jak kiedyś. Możliwe też, że to kwestia przyzwyczajenia. Mając w pamięci wiele wyskoków, ciężko mnie czymś zaskoczyć. Dzisiaj jednak coś mną poruszyło. 

sobota, 14 lutego 2015

Baby boom.

Dzisiaj Walentynki, ale nie chcę pisać o tym, że trzeba podjąć konkretne kroki i zastanowić się, czy to Święto Zakochanych, czy może jednak Epileptyków (choć w tym roku nie widziałam jeszcze nic na ten temat - być może dlatego, że "50 Twarzy Greya" wchodzi na ekrany kin). Chodzi o coś innego. Bardziej osobistego niż okazywanie miłości, osobie z którą jesteśmy jakiś czas (zawsze chcę doświadczać wszystkiego, przeżyć na własnej skórze każdy możliwy scenariusz, ale wszystkiego sama nie załatwię, więc ominęła mnie pierwsza randka ever w Walentynki - zerwanie, owszem, ale ulotności mnie omijały, raczej celebrowałam już cement i wylewkę). Dzieci. Okazało się, że jestem w wieku, w którym zaczęły się pojawiać wokół mnie doniesienia o ciążach i porodach, częściej niż wiadomości dnia. Może, gdyby w moim roczniku było więcej wpadek, byłabym bardziej oswojona, ale żadnych dzieci z wpadek, a tym bardziej związków skażonych wpadkami w młodym wieku, nie znam. Zdarzyła się czasami aborcja, ale nie dochodziło do sprawy ostatecznej, tj. urodzenia i wychowania potomka. Jasne, z racji, że nie jestem najmłodsza (najstarsza też nie!), gdzieś tam obok mnie pojawiały się powiększone brzuchy i krzyki z porodówki, ale niezbyt blisko, ani niezbyt zauważalnie. Zawsze polajkuję zdjęcie bobaska na fejsbuniu - wiadomo, to urocze, że umazał się zupką, ale też nie oszukujmy się, że dopóki nie wchodzisz z pędrakiem w interakcje, jego buźka, włoski, śpioszki i kupki są atrakcyjnie tylko dla rodziców. Jak ze szczeniakami - są słodkie i urocze, ale na dłuższą metę co tu z nim robić, gdy nie jesteś jego właścicielem? Nie oznacza to wcale, że nie lubię dzieci! Bardzo się cieszę do nich i macham, czasami zadam parę pytań, a one, szczególnie te młodsze, ale w wieku chodzikowym, patrzą na mnie jak na wróżkę, obserwując z zaciekawieniem niebieski włos, co sprawia, że czuję się jednorożcem - a to, wierzcie mi, najcieplejsze uczucie na świecie. Lubię też kreatywność dzieciaków, otwartość w okazywaniu emocji, szczerość. Jestem też pewna, że jak tylko w moim życiu pojawi się mały Maciuś, albo mała Moniczka, oszaleję na jego punkcie i będę jeszcze bardziej nieznośna niż wszystkie matki, które znam - pieluszkowe zapalenie mózgu gwarantowane. 

środa, 31 grudnia 2014

Pan Zbyszek.

Moją, dzisiejszą, postacią dnia zostaje pan Zbyszek. 


Muszę gotować w tym domu, gdzie nikt nie zwraca uwagi na moją gorączkę i moje gardło, więc opatuliłam się szalem i kocem, założyłam rękawiczki i czapkę - ruszyłam po zakupy. Prawda też taka, że wczoraj przedawkowałam gripex, więc buzuje we mnie paracetamol i jestem na rauszu, czego dowodzi zrobienie dwóch sałatek o 8 rano. 

sobota, 1 listopada 2014

Młodość obrzydza mi życie.

Godzina trzecia, my wracamy, z Maćkiem, z piątkowego wypadu na piweczko. W bardzo dobrych humorach. Ja - lekka, dziewczęca, eteryczna, ulotna, w głowie maj, 16 lat; Maciek - mężczyzna na wysoki połysk, dżentelmen, charyzmatyczny bawidamek, czekający na publikę, której nie nudzi się żart i doskonale wie, kiedy puenta. Skończyliśmy kebaba, weszliśmy na stację po złoto bogów, zadowoleni z wieczoru, ubawieni, pijani nie tylko wlanym w siebie alkoholem, ale swoją miłością, szczęściem, czujemy się piękni i młodzi, albo na odwrót. 

poniedziałek, 27 października 2014

Będę sławnym pisarzem, bardziej niż Ty co się nie znasz, a już na pewno bardziej niż Ty, co ten tombak piszesz.

Obracam się w towarzystwie aspirującym, co brzmi - cokolwiek - pretensjonalnie, ale i towarzystwo często takie jest. Obracam to w sumie zbyt wiele, bo sugeruje to, że bywam gdzieś, że obcuję więcej niż przez parę słów i podglądactwo.

czwartek, 23 października 2014

Dużo spacerów przede mną.

Przed jesienną chandrą nie ucieknę. Wpisana jest w moje DNA i każdy atom zielono-niebieskich włosów. Wierzę, że nie jest to melancholia czy inna, arystokratycznie brzmiąca choroba. Nie tego zazdroszczę dziewczynom bez zmarszczek mimicznych. To Ponurak, który bez pardonu, pakuje swoje łapska w mój organizm. Zaczyna od zimnych stóp, skończy na głowie, a do tego nie mogę dopuścić. Nie znowu.